Kronika – lata 1972 – 1976

Rok 1972 rozpoczął się jak zwykle. Pan Bóg podarował ludziom jeszcze jeden rok. Rekolekcje Wielkopostne głosił ks. Henryk Cieślicki z Przeworska. Były dobre, proste, przystępne dla każdego.

Kuria Biskupia zatwierdziła skład Rady Parafialnej w skład której weszli: Franciszek Bartnik, Wojciech Kurek, Jan Mach i Józef Stafiej z Korniaktowa.

13 czerwca odbyła się wizytacja kanoniczna parafii; którą przeprowadził Ks. Bp Tadeusz Błaszkiewicz. Do sakramentu bierzmowania przystąpiło 206 osób. W czasie udzielania sakramentu bierzmowania miało miejsce humorystyczne zdarzenie; Ks. dziekan Sołecki mówił do Mateusza – ks. Józefa Matuszka, – Józek, ty czytaj kartki, a ja wyjdę na chwilę. Ks. Mateusz czytał, a że był dość głuchawy, to czytał głośno i jeszcze na dodatek pokazywał palcem, dotykając piersi każdego kandydata, aby ks. bp wiedział: które imię do kogo… Ks. Bp się denerwował i mówił „noli tangere pectus". Ks. Józef nie słyszał co mówi, bo lud w tym czasie śpiewał, wiec jeszcze głośniej czytał i dobitniej pokazywał palcem. Ks. Bp woła: – niech ksiądz dziekan czyta. Ks. dziekan Sołecki już wrócił i zaczął czytać, ks. Józef odszedł nie wiedząc o co chodziło ks. biskupowi. Myślał, że za głośno czytał i to przeszkadzało. Wyjaśnienie nastąpiło na plebanii, kiedy to Ks. Bp podszedł do ks. Matuszka i powiedział: – „ja musiałem księdzu zwrócić uwagę, bo ks. pectora puellarum tangebat", co dla Matuszka było ogromnym zaskoczeniem, że aż oniemiał a sacerdotes fecerunt „violator publicus". Sacerdotes dicebant de eo in tota dioecesia.

Ks. bp po zakończonym bierzmowaniu pozostał w kościele. Oglądał wszystko, a towarzyszył mu miejscowy wikariusz, udzielając wyjaśnień.

Następnie ks. bp przeprowadzał rozmowę z ks. proboszczem w obecności ks. dziekana, a następnie sam na sam. W czasie tej rozmowy nastąpiła rezygnacja z zarządzania parafią przez ks. proboszcza co miało znaleźć dopełnienie u księdza bpa Ordynariusza. Nie był to pierwszy wypadek rezygnacji w czasie wizytacji.

Proboszczem w Budach miał zostać dawny wikariusz – ks. Edward Pocałuń, który był już proboszczem w Mołodyczu, ale otrzymał inną parafię – Wolę Zarczycką, a do Bud Łańcuckich został skierowany ks. Karabin Stanisław, prob. z Bieździedzy. Ks. kanonik, proboszcz miejscowy odwołał jednak swoją rezygnację na rok. Tak pozostał jeszcze w Budach i szukał następcy. Kandydaci byli różni: miejscowy wikariusz ks. Markowski, ks. W. Kenar – wikariusz z Łańcuta. Był lipiec 1973 rok. Ks. Henryk poszedł na wikariusza do Kamienia k/ Sokołowa Młp. Ks. Władysław Szular został mianowany wikariuszem – adiutorem i tak oto pozostał w Budach Łańcuckich proboszczem. Przyszedł jeszcze dokument przerzucający aplikację za parafian na adiutora i to wszystko – cała dokumentacja na proboszcza w Budach Łańc.

Okazuje się, że może być i tak. Jest nowy proboszcz w Budach Łańcuckich. Trzeba coś robić. Parafia uzyskała pozwolenie na budowę plebanii. Zanim nastąpi budowa plebanii to trzeba przeskoczyć wiele utrudnień ze strony władzy. Zezwolenie na budowę .opiewa na 100 m2 powierzchni użytkowej, co właściwie jest śmieszne. Każdy dom budowany na wsi może być większy 10×10, piętrowy, itd., tylko plebania nie może być taka jak jest potrzebna, bo władza ludowa uważa inaczej. Wydział Wyznań w Rzeszowie, (Duda), jest nieustępliwy. Architekt powiatowy doradza wykorzystać plany jakiejś plebanii już istniejącej, zatwierdzonej przez „wyznania" – wzięto więc plany ze Świętoniowej, 140 m2 zatwierdzone przez Rzeszów. Przerysowane przez inżyniera z Rzeszowa po dwóch miesiącach   zostały zatwierdzone.

W międzyczasie została pomalowana blacha na wieży kościelnej – Władysław Wajda, kościelny ze Swiętoniowej był w tym niezastąpiony.

Gromadzono też materiały na budowę plebanii – piasek, stal zbrojeniową, pustaki ze Stalowej Woli.

5 listopada 1973r. nadeszło ostateczne zezwolenie na budowę plebanii – zatwierdzone plany. 12 listopada rozpoczęto prace przy budowie: wykopy, zalewanie ław fundamentowych, murowanie podpiwniczenia, Zaangażowanie ludzi bardzo duże. 26 listopada zalewano strop nad podpiwniczeniem – a dzień stawał się coraz zimniejszy, zapowiadał się wielki mróz na- najbliższą noc. Kobiety grabiły w "lesie ściółkę i znosiły na plac. Po zalaniu stropu, przykryto wszystko papą. ściółką i jeszcze raz papą, poprzykładano czym się dało, aby wiatr nie porwał i tak zostało do wiosny. Niektórzy mówili, że mróz to zniszczy, ale zachowało się przez zimę bez uszkodzeń. Bogu dzięki!

W dniu św. Józefa 1974 roku rozpoczęto pracę przy budowie plebanii. Praca szła dosyć szybko, bo już 29 marca zalewano strop nad parterem. Strop był zalewany w sposób podobny do gaszenia pożaru; wiaderka z betonem były podawane z rąk do rąk. Szło to bardzo szybko. Było około sześćdziesiąt osób.

Przeżywamy Wielki Tydzień. Cieszę się i podziwiam ludzi śpieszących do krzyża w Wielki Piątek i Sobotę na kolanach, by ucałować stopy Jezusowe. Oby tak w ciągu roku nie zapominali, że to Jezus jest Panem.

Rezurekcja o 530 (wpół do szóstej). Są „turki", jest orkiestra. Komendantem „turków" był Roman Blok.

W Poniedziałek Wielkanocny organista Tadeusz Włodyka przyszedł na plebanię i zrezygnował z pracy w parafii. Co było powodem rezygnacji? Ambicja organisty? Dotychczas od proboszcza nie usłyszał nigdy żadnego słowa krytyki, chociaż czasem mógł odczuć niezadowolenie. Był samoukiem, grał w Budach od 1954 roku, miał juz trochę wprawy. Bezpośrednią przyczyną rezygnacji było wyjście orkiestry w Niedzielę Wielkanocną na sumie na chór i propozycja zagrania kilku pieśni. Gdy oznajmili organiście: – „ksiądz proboszcz prosił abyśmy coś zagrali", organista oświadczył: -„proboszcz niech sobie rządzi przy ołtarzu, a nie na chórze!" Nie zagrali więc żadnej pieśni, a ja nie wiedziałem dlaczego. Na dodatek wychodząc przed sumą do procesji (wtedy jeszcze były procesje przed sumą) usłyszałem podgrywaną pieśń „Zwycięzca Śmierci", którą miała grać orkiestra, uprzedzając organistę zaintonowałem „Wesoły nam dziś dzień nastał". Skutek był natychmiastowy – organista nie zszedł na procesję, na Komunię nie zaintonował żadnej pieśni. Kiedy przeszedł zrezygnować, powiedział, że wie co ma grać i śpiewać. Następnego dnia komitetowi: Roman Porębny; Stanisław Wasilewski i Józef Stafiej udali się do organisty na rozmowę. Oświadczył im, że on wie co ma grać i śpiewać, ksiądz do chóru nie ma się wtrącać, mało jest wynagradzany i mało ubezpieczony, nie ma nut i nie ma szafki na nuty. Na propozycję komitetowych, by w niedzielę przyszedł grać tak jak dotychczas, a później resztę spornych spraw się załatwi nic nie odpowiedział. W niedzielę nie przyszedł. W niedzielę po Prymarii, w czasie której nie było grania, powiedziałem ludziom to co wszyscy wiedzieli, nie podając powodu rezygnacji organisty. Było trochę szemrania wśród ludzi, ktoś napisał anonim do księdza dziekana. Po naradzie z księdzem kanonikiem – poprzednikiem wyjaśniłem ludziom całe zajście.

Mogłem zrobić to wcześniej, ale czekałem, że może się namyśli i przyjdzie grać. (Później został zatrudniony w Rakszawie i tam też doszło do nieporozumień, jeszcze większych niż u nas).

Po świętach trzeba zabrać się do pracy przy plebanii. Trzeba budować piętro, W planach było zezwolenie na strych użyteczny, mur wysokość 150 cm, a tylko od strony zachodniej jeden pokoik i łazienka. Z kilku ludźmi zadecydowaliśmy wyciągnąć pełne piętro. Jeśli nikt nie doniesie, to może się uda. (tak się stało – udało się). Wybudowaliśmy pełne piętro – wszyscy byli przekonani, ze takie jest zezwolenie. Udało się. 16 kwietnia rozpoczęliśmy pracę przy więźbie dachowej, Tu niezastąpiony okazał się „Bronek" – Bronisław Marek z Bud Lanc, ale też trzeba było konsultacji p. Stefana Garbackiego z Leżajska, który prowadził całą budowę plebanii. 25 kwietnia przyjechali blacharze: jeden z Kraczkowej. drugi z Przybyszówki i w ciągu tygodnia przykryli dach blachą ocynkowaną.

W maju została wykopana nowa studnia, obok starej, 13 betonów. Miejscowi stolarze wzięli materiał na wykonanie stolarki okiennej i drzwi wejściowych parteru. (Antoni Kubis – 2 okna, Tadeusz Kojder i Roman Mach – 3 okna, Jan Kukulski -8 okien. Tomasz Mach – 2 drzwi frontowych. Stolarkę piętra i podpiwniczenia wykonali: Józef Kukulski i Franciszek Szular z parafii Świętoniowa. Za tę pracę już trzeba było zapłacić- Centralne ogrzewanie wykonał Henryk Porębny z Korniaktowa, rodem z Bud Łańc. Wodę i kanalizację wykonali Bolesław Migas i Zdzisław Kołcz. Instalację elektryczną wykonał Władysław Kojder przy dużej pomocy Tadeusza Drążka. Instalacja jest wykonana miedzią. Tynkowanie – Michał Porębny i Franciszek Nicpoń z pomocnikami, Stropy zostały ocieplone trocinami z wapnem, papa i wylewka pod parkiet. Malowanie plebanii wykonał Jan Rupar z Białobrzegów z kolegą. Parkiet układał Franciszek Jędrzejec ze Swiętoniowej. Prace wykończeniowe przy plebanii trwały przez jesień zimę 1974/75. Rekolekcje wielkopostne w 1975 roku głosił ks. Bolesław Piłek – proboszcz z Grębowa. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze na starej plebanii. 24 czerwca 1975 roku ks. proboszcz zamieszkał na nowej plebanii Ks. kanonik też miał się przenieść na nową, ale rozmyślił się i pozostał na starej. W przedostatnią niedzielę sierpnia w parafii przypadał odpust Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. W tym to dniu przyjechał do parafii Ks. Biskup Ordynariusz, miał sumę z kazaniem i poświęcił plebanię. Wszystkie te uroczystości miały miejsce po południu o 17!'°. Po kolacji dołączył do nas Ks. Biskup Jakiel – jechali jednym samochodem. Kierowca pojechał po Niego do Bud Głogowskich i przywiózł na Budy, a stąd razem odjechali do Przemyśla. Było wielu kapłanów i dużo radości…

Przygotowujemy się do zmiany pokrycia dachu na kościele. Przykryty jest czerwoną dachówką – dobrzechowską, która czasem pęknie. Nikt tego nie dogląda, dopiero gdy zacieki są na sklepieniu kościoła, widać, że trzeba zmienić. Chcemy przykryć dach kościoła blachą ocynkowaną. Są trudności z kupnem, ale to jakoś da się załatwić. W czasie zmiany pokrycia dachu na kościele okazało się, ze trzeba wymienić wiązar łączący płatwie. Był juz zgniły. W maju 1976 roku zostało zmienione pokrycie dachowe na kościele. Zamówiliśmy też metalowe okna do kościoła. Okna w kościele były drewniane, pojedyncze. Jedynie w prezbiterium okna były drewniane, ale pojedyncze. Jedynie w prezbiterium okna były metalowe, ale pojedyncze. Do wieży też wstawione zostały w miejsce okien żaluzje, przez co wieża nabrała dostojniejszego wyglądu. Do kościoła otrzymaliśmy od Cecylii i Ignacego Lasków z Bud Łańc, prawa strona, zegar wieżowy, wykonany na ich zamówienie przez Franciszka Łanię z Grzęski – Zagrody, parafia Świętoniowa. Taki sam zegar jest w kościele w Świętoniowej, też wykonany przez Pana Franciszka Łanię, własnym umysłem i przemysłem (niektóre elementy odlewał sam w prowizorycznej hucie na łące). Najciekawszym elementem zegara jest mechanizm wydzwaniający „Anioł Pański" zgodnie ze wschodem  i zachodem słońca i w południe. Jak słońce „wschodzi wcześniej, czy też zachodzi, tak dzwoni zegar. U nas ten mechanizm nie został dokończony. W Świętoniowej chodzi wg słońca.

 

Lata 1967 – 1971 Lata 1977 – 1981

Liturgia dnia



Przejdź do pełnej liturgii dnia

Numer rachunku parafialnego

KSIĘGA GOŚCI

Zapraszamy do przeglądania i wpisywania się w naszej Księdze Gości.
Chcesz pozdrowić, przekazać propozycję jakie informacje dodać na portalu, chcesz skomentować portal?
Nic prostszego:-)


Kliknij i wpisuj

Odeszli do wieczności

Ostatnio dodane zdjęcia

ks_marek_matwijczak kosciol_zlobek_mniejszy rachunekparafii 25630652_2050724591621195_252105916_n kosciol_mniejsze_2 kosciol_mniejsze_1 p1120999 p1120997 p1120992 p1120990 p1120989 p1120988

Historia wpisów

Sierpień 2019
P W Ś C P S N
« lip    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031