Kronika – lata 1942 – 1946

Rok 1942 pod okupacją niemiecką był tak samo trudny jak poprzednie, Działały organizacje, podziemne w całej Polsce, także na terenie budzkiej parafii, jako że i miejsce było ku temu odpowiednie, bo las blisko i patriotyzmu też nie brakowało. 14 sierpnia tegoż roku zaszedł przykry wypadek w Korniaktowie. Żandarmeria niemiecka przejeżdżając późnym wieczorem przez wieś zauważyła w jednym z domów światło – okno nie było szczelnie zasłonięte. Zeskoczyli z wozu i zaczęli się dobijać do drzwi. Stanisław Bosak, młodzieniec przynależący do organizacji podziemnej, wyskoczył tylnymi drzwiami i zaczął uciekać. Policjant granatowy – Tomczyk, Polak, wymierzył do niego z karabinu i śmiertelnie ranił. Stanisław wkrótce zmarł, Tomczyk podobno żałował tego co zrobił. Za późno. Niemcy wydali proboszczom zarządzenie podania spisu wszystkich osób żydowskiego pochodzenia, które zostały ochrzczone w kościele, do czwartego pokolenia. Ksiądz proboszcz odpisał, że na terenie parafii nie było przypadku chrztu osób pochodzenia żydowskiego. Było to dla nich wystarczające.

Sołtysi mieli wyznaczać mężczyzn w wieku 21-24 lat na roboty do Niemiec. W budzkiej parafii, zresztą w innych też, we wrześniu zapanowała czerwonka. W przeciągu miesiąca zmarło 5-cioro dzieci i kobieta.

Podczas „łapanki" Żydów w Rzeszowie zaginął bez wieści Sebastian Kojder, człowiek starszy, siwy. Pojechał w tym dniu do Rzeszowa i możliwe, że Niemcy przez pomyłkę i jego pochwycili z Żydami.

20 października na terenie parafii Niemcy zastrzelili Jana Bartnika. W pobliżu jego domu został schwytany przez Niemców Sowiet, ukrywający się jako zbieg z obozu. Zeznał, że był w tym domu, że gospodarz go ogolił.

Bardzo smutne wydarzenie miało miejsce w parafii 13 listopada w nocy. Pożar domu Szozdów, Wojciecha i Elżbiety zbudził sąsiadów bliższych i dalszych. Po ugaszeniu ognia znaleziono w domu zwłoki wyżej wspomnianych osób, trochę popalone, które nosiły na sobie ślady morderstwa – mieli porąbane nogi. Policja niemiecka z psem odnalazła ślady sprawcy. Dla miejscowych nie było to żadną tajemnicą.

W styczniu 1943 roku około 20-tej na plebanię wdarli się bandyci. Zabrali trochę pieniędzy, jakie były na plebanii, ze stajni zabrali kilka gęsi i indyków i poszli obok cmentarza w stronę lasu. Jeden z mieszkańców parafii, Stanisław Migas rozpoznał jednego z nich; zapewne tego, który w czasie „operacji" miał twarz zasłoniętą, był to mieszkaniec Zmysłówki, u którego ukrywali się Sowieci.

Inne wydarzenie miało miejsce 18 lutego w południe. Przed plebanię zajechała furmanką, z której wysiadło trzech dobrze ubranych mężczyzn. Jeden z nich w tonie rozkazu powiedział do ks. proboszcza: – oddać natychmiast wszystkie pieniądze i ubrania. Proboszcz zdziwiony co to ma znaczyć nic początkowo nie mówił, a gdy tamten powtórzył jeszcze raz to samo, powiedział: – bierzcie co chcecie. Inny spośród tych gości krzyknął, że to „policja” z Łańcuta. Zarządzili też, by przygotować obiad dla 9-ciu osób, a także spanie dla nich (nocleg). Niejaki Iwan wszedł do kuchni i powiedział: – ale nastraszyliśmy księdza. Na drugi dzień wezwali sołtysa Władysława Sykałę i od rana prowadzili jakieś narady. Proboszcz musiał odstąpić im swoje mieszkanie, sam zaś zamieszkał w malutkim pokoiku przy kuchni. Po kolacji wieczorem pojechali w las za cmentarzem. Pojechał też z nimi „pachołek” wiejski wyznaczony przez sołtysa. Wrócili rano 20 lutego i wtedy Ukrainiec Iwan powiedział ks. proboszczowi, że zostało rozstrzelanych osiem osób. W Budach rozstrzelano: Mateusza Kubisa, Elżbietę Kubat, Józefa Kojdera (obcy), Władysława Kloca. Nadto w Zmysłówce dwie osoby i w Gniewczynie też dwie osoby. Mateusza Kubisa przywieźli na plebanię. Rano przesłuchiwano go w pokoju, a później dwóch policjantów wyprowadziło go za cmentarz i zastrzeliło. Pozwolono pochować ich na cmentarzu. Innego rodzaju wydarzenie miało miejsce 19 marca. Ks. proboszcz wracając po Mszy św. do zakrystii, zobaczył w niej kobiety z dziećmi na rękach. Jedna z nich, miejscowa akuszerka Helena Dyrda ż. Józefa, powiedziała księdzu, że to nieślubne dzieci wysiedlonej z poznańskiego, której mąż jest w obozie niemieckim, a oni obecnie mieszkają na Budach w pustym domu Kusego nad Wisłokiem. Razem z nią mieszka tam siostra jej męża. Nie mieli żadnych dokumentów. Nie wiadomo czy to katolicy, czy nie. Akuszerka powiedziała, że są zameldowani w gminie jako Polacy i biorą zapomogę. Dzieci zostały ochrzczone. Otrzymały imiona: Józef i Krystyna. Następnego dnia zjawiła się na plebanii ta druga kobieta, by podać wszystkie dane odnośnie tych dzieci, aby je można było zapisać w księgach metrykalnych. Wchodząc na plebanię pochwaliła Pana Boga i powiedziała dokładnie kim jest. Ojciec dzieci – Ludwik Ożóg, w niewoli, matka – Maria z d. Kisiel, przedtem zamieszkiwali w Koninie. Dokumentów nie ma, bo Niemcy w 10 minut kazali im wynieść się z domu. Sama też złożyła podpis Stefania Ożóg. A wiec wszystko w porządku. Aż tu 27 marca wieczorem przychodzi jakaś kobieta zamówić Mszę św. i mówi; Czy słyszał ksiądz, że Niemcy zastrzelili te dwie Żydówki, które mieszkały na „Kusówce" i te małe dzieci. W nocy wykryto w tych zabudowaniach jeszcze ośmiu Żydów. Wszyscy zostali rozstrzelani.

25 marca Niemcy zastrzelili w parafii dwie kobiety – Stefanię Butyńską, żonę poszukiwanego Antoniego i Magdalenę Kubis, która ze Lwowa przyjechała odwiedzić krewnych. Niemcy w ten sposób chcieli wymusić na najbliższych zdradzenie miejsca pobytu Antoniego. Pozostali krewni zeznali, że zbiegł do Niemiec. Na tym się skończyło.

30 marca AK wykonało wyrok na Marianie Bloku – z poznańskiego, którego uznano za konfidenta. Zastrzelony został przy domu Wojciecha Kusego w Korniaktowie.

12 kwietnia 1943 roku ks. proboszcz udał się w jakiejś sprawie do gminy w Kosinie. Na przywitanie wójt Rybowicz mówi: „co to ksiądz w swojej parafii Żydów chrzci” W odpowiedzi usłyszał: „a wy w gminie dajecie im zapomogę”. Były zarejestrowane jako Polki.

11 grudnia nad Wisłokiem Niemcy zastrzelili Anielę Porębną, która, gdy zobaczyła nadjeżdżających Niemców zaczęła uciekać. Dla nich był to wystarczający powód, aby do niej strzelać.

Przez cały czas okupacji niemieckiej dawało znać o sobie „podziemie", przeszkadzając pod każdym względem okupantowi. Zawsze wywoływało to wielkie represje (pacyfikacja w Woli Żarczyckiej za napad na Urząd Gminy – rozstrzelano wielką liczbę mężczyzn) na miejscowej ludności.

W maju 1944 roku, rano, do Korniaktowa zajechały dwie furmanki z Niemcami. W domu Władysławy Marek mieszkali trzej Akowcy. Gdy Niemcy przejeżdżali obok jej domu, jeden z Akowców mył się obok studni. Niemcy zatrzymali się i zawołali na niego. On rzucił się do ucieczki, ale go pochwycili. Wpadli do domu i zastali innych. Zabrali ich, a także Władysławę Marek, 14 letnią córkę Helenę i 17 letniego syna Zbigniewa. Inne córki pracowały w polu, więc ocalały, a syn Stanisław, oficer AK tej nocy nie był w domu, więc też ocalał.

Miejscowi Akowcy chcieli ich odbić, zrobili zasadzkę koło promu w Białobrzegach, sądząc, że Niemcy powiozą ich do Łańcuta, ale oni pojechali do Leżajska. Po wojnie córka Helena wróciła, syn Zbigniew zginął w obozie, a o matce nic nie wiadomo, prawdopodobnie zaraz na początku ją rozstrzelali.

W maju nieznani osobnicy uprowadzili do lasu Wojciecha Kusego (obok jego domu został zastrzelony Marian Blok) i już nigdy nie wrócił.

W Budach Łańcuckich na prawej stronie zamieszkał ks. Franciszek Kiełbicki, starszy już kapłan. Był proboszczem dla Polaków w Rumunii. Do budzkiego kościoła przychodził odprawiać Msze św., czasem głosił kazania, spowiadał, służył pomocą.
Wieści o odwrocie Niemców już dawno dochodziły do ludzi. Teraz front zbliżał się od wschodu. Już było słychać huk dział i spadających bomb. Przy końcu czerwca Niemcy zarządzili spęd bydła i zabierali co tylko się dało. W lipcu wojska sowieckie zajęły Przeworsk, cukrownia stała otworem. Ludzie z okolicy udawali się do cukrowni po cukier. Każdy coś przynosił. Pod naporem sowietów wojska niemieckie wycofywały się na zachód. W Budach większych potyczek nie było. W Białobrzegach Niemcy stawiali większy opór. Tam też wielu z nich zginęło. Jedna z bomb zrzucanych przez. Niemców uderzyła w studnię Tomasza Cebuli w Korniaktowie, raniąc odłamkami syna Józefa. Dwie bomby wybuchły zaraz za Korniaktowem w Białobrzegach i zabiły dziewczynę i krowę. Od strony Przeworska przez Wisłok obok domu Pelca Marcina przejechała duża kolumna czołgów, kierując się w stronę Rakszawy. Były to czołgi sowieckie. Początkowo Armia Krajowa z białoczerwonymi opaskami na rękawach podjęła współpracę z wojskami sowieckimi, wspomagając ich w walce z Niemcami. Jednak wnet przekonali się, że dalsza współpraca jest niemożliwa. Zabroniono wysyłania pomocy powstaniu warszawskiemu.

2 września przykry wypadek przydarzył się Janowi Bestrowi w Korniaktowie. Przygotowywał terpentynę z żywicy. Podgrzewał, ją na kuchni i zapaliła się. Chcąc ratować dom przed spaleniem wynosił płonący garnek na pole, oblał się tym płonącym ogniem i ogromnie poparzył. Zmarł w wojskowym, sowieckim szpitalu w Przeworsku.

Dla utrzymania przybyłego wojska znów wyznaczano kontyngent – żywność dla wojska i pasza dla koni.

10 września zmarł Teofil Szumański, mąż Marii Ilnickiej – syn Tytusa i Konstancji Hengi, ur. 10.VII.1875 r. w Nowym Sączu. Był lektorem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, kartografem, współpracownikiem Eugeniusza Romera. Po wkroczeniu sowietów uciekł w budzkie strony, do leśniczego na Wesołej, a ten umieścił go w domu Władysława Kubisa na Budach (maj 1944 r.) W sierpniu napadli ich bandyci, obrabowali, poturbowali i to stało się przyczyną jego śmierci. Pogrzeb odbył się 12 września. Dużo parafian przyszło na pogrzeb. Były dzieci szkolne i kilkunastu lwowiaków. Został pogrzebany na cmentarzu parafialnym.

Wspomniana współpraca Akowców z wojskiem sowieckim musiała się zakończyć. Sowieci nakazali złożyć broń i czekać dalszych zarządzeń. Przeszkadzali, wręcz zabraniali pójścia ochotnikom na pomoc powstaniu warszawskiemu (słynna akcja „Burza"). Tych. którzy nie zastosowali się do zarządzeń nowych władz, wyszukiwano i aresztowano. 26 października cała kompania wojska przeszła przez Korniaktów i Budy, by wyłapać Akowców. Z plebanii wcześniej odeszli dwaj: kapitan Miller i sierżant Jankowski (pseudonimy). W naszej okolicy wojsko wtedy zabrało kilku ludzi, między innymi leśniczego z Wesołej – Zmysłówki, Opałko i wywieźli na Sybir.

Armia Krajowa działająca na tych terenach była objęta duszpasterstwem. Prowadził je ks. Piotr Szkolnicki. wikariusz z Kosiny. W murowanej, niewielkiej kapliczce w lesie, ok. 1,5 km od kościoła budzkiego w kierunku Zmysłówki odprawiał dla żołnierzy AK Msze św. Wokół kapliczki, według miejscowego podania, są pochowani zmarli na cholerę czy też inną zarazę.
Nieco bliżej kościoła, przy leśniczówce znajduje się inna mniejsza kapliczka ze świątkiem wyobrażającym pustelnika (św. Antoni?). Została postawiona w miejscu stawu bajora, w którym utopił się koń. (Świątek w późniejszym czasie został skradziony).

W grudniu przed Bożym Narodzeniem przybyła w nasze strony „armia syberyjska". W lesie pobudowali ziemianki dla zwykłych żołnierzy, a oficerowie zostali zakwaterowani po domach. Dwóch na plebanii. Wnet jednak dowództwo nakazało wszystkim zamieszkać w lesie. Sowieci zezwolili na „Pasterkę" o północy. Armia pożyczyła 2500 szt. cegły na wybudowanie pieca do pieczenia chleba, w Białobrzegach, część cegły odwieźli, reszty nie zdążyli, bo przyszedł rozkaz iść dalej.

Budzkie tereny już od lipca 1944 roku są wolne od okupacji niemieckiej, już jest „opieka" ze wschodu. Praca duszpasterska na razie przebiega bez zakłóceń. Wojna zbliża się ku końcowi, zwłaszcza gdy w styczniu 1945 ruszyła armia sowiecka na Warszawę (stali pod Warszawą od sierpnia). Armia Krajowa, ta prawdziwa, opuściła budzkie strony. Pozostali ci, którzy pod jej szyldem uprawiali napady i rozboje, Ukradli też z plebańskiej stajni krowę i jałówkę.

W maju koniec wojny. Wszyscy wracają w swoje strony. Wracają także wywiezieni do obozów, do Niemiec na roboty. Przykre wypadki zdarzały się na przystanku kolejowym w Grzęsce, obok zagajnika Dębrzyna. Zatrzymywały się tam, albo były zatrzymywane pociągi, którymi wracali ludzie z Niemiec, dokąd byli wywożeni silą. Tu usłużni bandyci prowadzili ich do lasu, okradali z wszystkiego i mordowali. Po wojnie sprawa ta była dosyć głośna. Nowa władza „polska” ustawiona przez Sowietów nadal wyszukuje i aresztuje członków AK. Ci z fałszywymi dokumentami muszą uciekać na zachód Polski, w inne strony.
Nadal kwitnie kradzież, przedtem krowy, świnie, a teraz konie.

W lipcu 1945 roku Franciszek Drąg z Korniaktowa zauważył w swojej piwnicy złodzieja, który – wyciągnął broń i zastrzelił gospodarza.

8 sierpnia Starostwo w Łańcucie nakazało podać dane księży pracujących w parafii oraz wykaz stowarzyszeń. Otrzymali: Bractwo adoracyjne i Bractwo Różańcowe.

27 sierpnia odbyła się zapowiedziana tydzień wcześniej wizyta kanoniczna. W ciągu tygodnia trzeba było przygotować parafię duchowo: młodzież i dzieci do bierzmowania, a także i uporządkować trochę dookoła. W przeciągu tygodnia ogrodzono na nowo cmentarz. Wizytację kanoniczną przeprowadził Ks. Bp Franciszek Barda – Ordynariusz przemyski. Towarzyszył mu ks. dr profesor Seminarium Duchownego Roman Głodowski. Do sakramentu bierzmowania przystąpiło 519 osób – dzieci i młodzieży, także wielu spośród wysiedlonych.

Po zakończonych uroczystościach kościelnych przybyła na plebanię do Księdza Biskupa delegacja z prawej strony ze sprawą przynależności parafialnej. Ks. Jan Kordeczka, proboszcz świętoniowski niechętnie na to patrzył, ale ksiądz biskup ich przyjął. Potem wypytał ksiądz miejscowego proboszcza i zarządził, aby jeszcze raz dokładnie sprawę zbadać, zapytać w każdym domu gdzie chcą przynależeć, zrobić mapkę i przesłać do Kurii do rozpatrzenia. Mapę sporządził inżynier Piotr Darzycki z Jagiełły. On to osobiście, w towarzystwie kilku gospodarzy chodził po domach i zaznaczał kto, gdzie chce należeć. Wydaje się, że wykonał to fachowo i bezstronnie.

W październiku 1945 roku Starostwo w Łańcucie zażądało wykazu ksiąg metrykalnych, znajdujących się w posiadaniu parafii. (Zaczęli tworzyć Urzędy Stanu Cywilnego).

Od początku roku 1946 odżywa sprawa budowy nowego kościoła. Nadchodzący czas powojenny wydawał się być niestabilnym. Jak nowa władza komunistyczna ustosunkuje się do Kościoła? Wiele pytań trzeba było postawić.

W maju ks. proboszcz zwołał zebranie parafialne po Mszy św. w niedzielę, przedstawił sytuację i chciał, by wypowiedzieli się na temat budowy kościoła. Wszyscy chcą budować nowy kościół. Trzeba więc nadal wypalać cegłę i gromadzić pozostałe materiały.
24 maja przyszła z Kurii Biskupiej odpowiedź na prośbę mieszkańców prawej strony dotycząca przydzielenia ich do parafii w Budach Łańcuckich. Decyzja Kurii jednych zadowalała, drugich nie.

Ks. Proboszcz zwrócił się do Kurii Biskupiej w sprawie budowy nowego kościoła. Kuria poleciła skontaktować się z inżynierem, architektem Wawrzyńcem Dayczakiem w Jarosławiu. Najpierw w Jarosławiu ks. proboszcz wstępnie omówił sprawę z inżynierem, a później już w Budach na plebanii w obecności rady parafialnej, dnia 8 sierpnia zadecydowano, że kościół będzie dosyć duży, murowany, trójnawowy z wysoką wieżą. Inżynier zobowiązał się w ciągu kilku miesięcy przygotować plany, a parafianie resztę materiału i narzędzia. Wzięto się ostro do roboty. W sierpniu odbył się festyn z którego dochód przeznaczono na budowę kościoła.

3 sierpnia w pożarze domu spaliła się Salomea Koń.

Ze Szczakowej sprowadzono dwa wagony wapna potrzebnego do budowy kościoła.

Przygotowując się do budowy kościoła, trzeba pomyśleć o świątyni w sercu człowieka, jakże mimo woli deprawowanej przez okropności wojny. Trzeba urządzić misje parafialne. Od 16-24 listopada Ojcowie Redemptoryści; Szczurek i Fąfara głoszą nauki misyjne. Lud żywo uczestniczy w naukach, licznie przystępuje do sakramentów św. Owoce pokażą się później. Oby były liczne i trwałe.

W parafii czytany jest Posłaniec Serca Jezusowego – 25 egz. i Rycerz Niepokalanej 170 egz. We wrześniu 1949 r. Urząd Stanu Cywilnego zabrał księgi metrykalne: urodzonych – ochrzczonych, zaślubionych i zmarłych. Początkowo mieli sobie odpisać, a później zabrali; niech księża sobie odpiszą jak chcą mieć. To były „chwyty” nowej władzy odnośnie Kościoła.
 

Lata 1937 – 1941
Lata 1947 – 1951

 

Liturgia dnia



Przejdź do pełnej liturgii dnia

Numer rachunku parafialnego

KSIĘGA GOŚCI

Zapraszamy do przeglądania i wpisywania się w naszej Księdze Gości.
Chcesz pozdrowić, przekazać propozycję jakie informacje dodać na portalu, chcesz skomentować portal?
Nic prostszego:-)


Kliknij i wpisuj

Odeszli do wieczności

Ostatnio dodane zdjęcia

ks_marek_matwijczak kosciol_zlobek_mniejszy rachunekparafii 25630652_2050724591621195_252105916_n kosciol_mniejsze_2 kosciol_mniejsze_1 p1120999 p1120997 p1120992 p1120990 p1120989 p1120988

Historia wpisów

Sierpień 2019
P W Ś C P S N
« lip    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031